Krzysztof Kuczyński
Nazywam się Krzysztof Kuczyński, z zawodu jestem architektem i trenuję triathlon. A może z zawodu jestem triathlonistą i pracuję jako architekt? Często się nad tym zastanawiam i sam nie potrafię zdecydować.
Wszystko zaczęło się 6 lat temu, gdy zdecydowałem się na pierwszy start w zawodach triathlonowych. Był on podyktowany ciekawością, chęcią spróbowania czegoś nowego oraz potrzebą dreszczyku rywalizacji. Nie spodziewałem się, że to wydarzenie tak bardzo zmieni moje życie.
W okresie offseasonu wspominam i tęsknię za tymi emocjami. Wspominam trudne chwile i staram się pracować nad mindsetem pod następne występy. Trzeba wiedzieć, że triathlon to nie tylko ciało ale w dużej mierze też głowa. W trakcie startu często przychodzi strach – o to czy dam radę, czy wystarczy mi sił? Są chwile, gdy tracę wiarę w swoje możliwości, żeby chwilę później, krok po kroku, ją odzyskać. Wspominam wtedy przetrenowane godziny i walczę. Zarówno z rywalami jak i z samym sobą. Walczę aż pojawi się meta. Przekroczenie jej linii to eksplozja szczęścia, i duma, że znów udało się przekroczyć własne granice. To moment, który trudno opisać słowami – trzeba go po prostu przeżyć.
Mimo, że moja praca zawodowa
wydaje się być całkowitym przeciwieństwem tej dyscypliny, odnajduję w niej dużo podobieństw. Przede wszystkim – muszę łączyć różne umiejętności i ogromny zakres wiedzy podchodząc każdorazowo do projektów. Skupienie, konsekwencja, realizacja, meta, oddech. A potem chwila dumy, z tego co powstało i wszystko od nowa.
Sport
pozwala mi nabrać dystansu to tego co robię zawodowo, wyczyścić głowę ale też stać się bardziej odpornym na trudne sytuacje.
Zarówno triathlon jak i architektura to lekcje uporu, konsekwencji ale także odwagi, pokory i wiary w siebie. Każdy start i każdy nowy projekt to zupełnie inna historia, pełna emocji, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.
Architekt-triathlonista/triathlonista-architekt